Oszukał bank na 1,5 mln zł i zmarł przed wydaniem wyroku

oszustwo-finansowe

Około 15 lat temu doszło do grupowego oszustwa, w którym udział brało ponad 150 osób. Przekręt dotyczył wyłudzania kredytów na kupno sprzętu RTV i AGD. W wyniku oszustwa placówka bankowa straciła ponad 1,5 mln złotych, a główny winowajca i organizator całego „przedsięwzięcia” zniknął bez śladu. Okazało się, że wyjechał za granicę, gdzie ukrywał się do zeszłego roku. Mężczyzna zmarł, zanim sąd zdążył wydać wyrok w jego sprawie.

Śledztwo dotyczące zorganizowanej szajki oszustów rozpoczęła policja w Będzinie, a następnie sprawę przejął Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Metoda grupy przestępczej opierała się na tym, że wyszukiwano osoby, które za niewielkie wynagrodzenie zgadzały się na zaciąganie kredytów przeznaczonych na zakup elektroniki i sprzętu gospodarstwa domowego. Oszuści współpracowali też z kilkoma pracownikami sklepów.

Uzyskany sprzęt trafiał w ręce paserów, którzy sprzedawali go za 80% wartości, a zyskiem dzielili się z organizatorami procederu i pracownikami sklepu. W sumie kredyty zostały pobrane przez 145 osób. Ani jeden z zaciągniętych kredytów nie doczekał się spłaty. Po zakończeniu śledztwa policja zatrzymała 152 podejrzanych, w tym czterech organizatorów przekrętu, trzech pracowników sklepu i 145 osób, które zaciągnęły kredyty. Podejrzani byli mieszkańcami Sosnowca, Dąbrowy Górniczej i Będzina.

Sąd postawił w stan oskarżenia 135 osób, ponieważ pozostałych 17 zmarło, zanim śledztwo dobiegło końca. Jedyną osobą, której nie udało się zatrzymać, był główny organizator całego przekrętu. Wysłano za nim list gończy, jednak sprawca zdążył już wyjechać za granicę. Policjanci namierzyli go w zeszłym roku w Wielkiej Brytanii, gdzie 57-latek przebywał prawie 15 lat. Wysuwając Europejski Nakaz Aresztowania, policja zatrzymała mężczyznę i deportowała do Polski, gdzie stanął przed sądem z prawie 300 zarzucanymi mu oszustwami.

Po usłyszeniu zarzutów sąd wypuścił oskarżonego z aresztu. 57-latek wynajął sobie mieszkanie w Warszawie, gdzie czekał na wyrok w swojej sprawie. Jakiś czas później zmarł, zanim sędzia zdążył wydać wyrok. Zwłoki mężczyzny znaleziono w jego mieszkaniu w Warszawie, gdzie prawdopodobnie zatruł się tlenkiem węgla, który ulatniał się z instalacji grzewczej. Tak samo, jak w przypadku pozostałych 17 zmarłych osób, sprawa głównego organizatora procederu została umorzona.